poniedziałek, 31 stycznia 2011

Maria Pruszkowska - "Przyślę Panu list i klucz", "Życie nie jest romansem, ale..."

Pucu pucu, chlastu chlastu, nie mam rączek jedenastu!
A posprzątać trzeba, odkurzyć kąty, zamieść kurze i wygonić wszelkie karaczany, rybiki, kołatki domowe, mrzyki muzealne oraz psotniki, które zagnieździły się pomiędzy stronicami książek.
(o tych straszliwych stworach uczyłam się na bibliotekoznawstwie, cóż to za okrutnie i bezwzględne bestie).

A skoro o porządkach mowa, to przyznam się, że ostatnio coraz częściej wracam do przeczytanych już kilka razy książek. Czynię tak z różnych powodów, ale czasem nawet obowiązek może sprawić, że trafię na zapomniany skarb i wtedy z chęcią porzucam obowiązki aby oddać się zakazanej lekturze.
Właśnie w ten sposób odnalazłam niedawno dwie książeczki o czytaniu. O magii czytania. O pożytkach płynących z czytania. O życiu z literaturą i literaturze w życiu.
Są to "Przyślę Panu list i klucz" oraz "Życie nie jest romansem, ale..." Marii Pruszkowskiej.
Nie są to książki, które znam od dawien dawna. Nie przeczytałam ich w dzieciństwie, ale słyszałam o nich tak dużo, że niemal stały się moimi przyjaciółmi in spe.
(Podobnie miałam z dwoma filmami: "Amadeuszem" i "Przed wschodem słońca". Wiedziałam o nich wszystko, z rozpędu poznałam niemal całą twórczość Mozarta. Kochałam te filmy i czekałam na ich pojawienie się w telewizji, sklepie, wypożyczalni, gdziekolwiek. Latami czekałam, ale było warto.)
Książki Marii Pruszkowskiej to takie trochę autobiograficzne notatki o ludziach owładniętych manią czytania. O domu, w którym panuje przeważnie cisza, bo wszyscy czytają. A jeśli się już odezwą, to zawsze cytatem.
Tyle w tych książkach ciepła, pogody ducha i spokoju. Wyidealizowany przedwojenny świat jawi się jako raj, w którym do szczęścia brakować może jedynie ukochanego, który przypominałby Ashleya, a prawdziwym powodem smutku (a nawet histerii) jest śmierć Stefci Rudeckiej.
I tutaj powinnam zamieścić kilka cytatów, ale wolę ten czas poświęcić na zagłębienie się w „Życiu…”. Ten tom nie jest już tak pogodny, opowiada o czasie wojny i trudnych latach powojennych, ale jest niezwykle krzepiący.

PS Ciekawe, czy ktoś napisał już jakąś monografię poświęconą książkom o RODZINACH.