niedziela, 29 sierpnia 2010

"Sherlock"

Ledwie wczoraj dzieliłam się jakże oryginalnym stwierdzeniem, że współczesne zło nakłada nowe maski i kostiumy, a już dzisiaj mam na to kolejny dowód. Jest nim serial BBC o wiele mówiącym tytule "Sherlock". Pomysł - strzał w 10! Nieco zapomniany bohater literacki przeniesiony w czasie do Londynu XXI wieku!
Zawsze lubiłam sprawy Sherlocka Holmesa, jednak nie był on dla mnie tak atrakcyjną postacią jak Herkules Poirot czy panna Marple. Nie czułam do niego sympatii, był zbyt papierowy i przemądrzały.
No i ten doktor Watson. Potulny, nieciekawy, niewydarzony.
Ekranizacji oglądnęłam wiele, ale chyba najbardziej polubiłam tę angielsko - polską. Do dziś pamiętam odcinek o wężu wychodzącym na dźwięk piszczałki z otworu w ścianie i duszącym ofiarę...
Nowy serial jest również produkcji brytyjskiej, ale w całkowicie nowoczesnych dekoracjach. W pierwszym odcinku Holmes i Watson dopiero się poznają i rozwiązują swoją pierwszą wspólną zagadkę. Oczywiście znowu Holmes jest tym genialnym, ale podoba mi się, że na równych prawach traktowany jest Watson (to o wiele ciekawsza postać, niż ta książkowa), weteran wojny w Afganistanie, facet z beznadziejnym życiem osobistym. Gra go, nawiasem mówiąc, pan znany nam dobrze z roli nieśmiałego i uroczego odtwórcy scen erotycznych w "Love Actually" :-)
Ceny w Londynie zaporowe, więc naszych dwóch bohaterów musi wynająć wspólnie maleńkie mieszkanko przy Baker Street...
I już nie gospodyni jazgocze im nad głową, ale właścicielka domu (która nie ma nic przeciwko parom tej samej płci, wręcz przeciwnie! Wydaje się zresztą, że cały Londyn widzi w Holmesie i Watsonie parę). Zamiast morfiny - plastry nikotynowe. Czaszka na kominku i gałki oczne w mikrofalówce. Eksperymenty na zwłokach i oczywiście cień największego wroga - Moriarty.
Nie mogłabym zawodowo zajmować się recenzowaniem czegokolwiek, za dużo we mnie ekscytacji i nieopanowania. Jestem dopiero po pierwszym odcinku, jeszcze dwa przede mną (kolejne w 2011), a już podskakuję na krześle i się zastanawiam: oglądać czy dawkować przyjemność?
Może chociaż 10 minut? Góra 20!
"Sherlock" to ekranizacja, którą stawiam niemal na równi z "Wallanderem".


PS Okazuje się, że współczesny Watson namiętnie bloguje...
PS2 Oglądnęłam wszystkie odcinki.









2 komentarze:

  1. Słyszałam trochę o tym serialu, więc koniecznie oglądaj dalej. I zdawaj relację!

    Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kocham wersję rosyjską, ale na tę nową spoglądam łaskawym okiem :-)

    OdpowiedzUsuń